lis 05 2004

Płomyczek zgasl


Komentarze: 4

Bransoletka... dla mnie symbol... Zawsze nosilam ją kiedy mi na nim zależalo (no chyba, ze mi sie zapomnialo). Nawet kiedy byliśmy poklóceni, zalozenie tej bransoletki oznaczalo, ze bardzo mi na nim zależy. Wczoraj. Wycieczka do Warszawy na operę. Nie siedzieliśmy razem. Zaproponowalam mu to, odpowiedzial niezbyt zdecydowanie... po prostu nie mial na to ochoty. Usiadlam na końcu z dziewczynami. Bylo calkiem ok.

M. siedzial z Martyną. Na poczatku pomyślalam sobie - i co z tego, ze z niąs eidzi, przecież to jego przyjaciolka. Droga się nie dluzyla, szybko dojechaliśmy do Wawy. Tesco :/, Wilanów i karmienie kaczek :), zwiedzanie Galerii Mokotów, obiadek, autobus i wyjazd do Opery. Sztuka miala tytul 'Tosca'. Nigdy wcześniej tam nie bylam ale zrobila  na mnie ogromne wrażenie :) Nawet udalo nam sie znaleźć lepsze miejsca Z Alą.

Droga powrotna. Autokar... usiadlam z Glowa i Puckiem, tak po prostu, zeby pogadać... Przypadek, że siedzieli oni zaraz za M. z Martyną. Wszystko bylo ok do czasu... Rozmawiamy sobie na tematy, malżeństwa, studiów itp gdy w pewnym momencie zgaslo światlo w autokarze i za chwilkę zobaczylam glowę M. zsuwającą sie na ramię Martyny. Poczulam dziwne goraco w piersiach, nie moglam tam dlużej siedzieć... Przesiadlam się na koniec. Dobrze, ze swiatlo bylo zgaszone.W radiu lecialo "Kochaj mnie" Perfektu a ja po prostu nie moglam wytrzymać. Lza leciala za lzą... i znów ten okropny ból w okolicach serca, taki dziwny... niefizyczny...

Spojrzalam na swój nadgarstek. Bransoletka, która dostalam od M. na Gwiazdkę. Spojrzalam jeszcze raz w stronę ich siedzenie. Nie myslalam dlugo. Wstalam, podeszlam i oddalam M to, co bylo dla mnie przez tyle czasu takie cenne. Wrocilam i marzylam o tym, by znaleźc sie w jakims odludnym miejscu i moc po prostu sie wyplakać...

Strasznie ciężko...chcialam zadzwonić do P. Uslyszeć  jego glos, uspokoić się, ale nie odpowiadal. No cóż... pozostal mi tylko Pucek. Po przyjezdzie do domu, wyszlam z autokaru i mialam zamiar isc do domu... slyszalam kroki za nami, wiedzialam, ze to byl M. Chcial oddac mi bransoletkę, nie przyejelam. Spytal sie czemu to zrobilam, nie moglam mu pwoiedzieć prawdy, bo to takich uczuć jak zazdrosc nie mialam już względem niego prawa....wzruszylam ramionami i wsyztsko bolalo mnie ejszcze bardziej i to ściskanie w gardle...

Staliśmy pod klatką, jak za dawnych dobrych czasów, tylko juz nie patrzylam mu się w oczy, nie moglam... Zapytalam jeszcze raz czemu zerwal, nie moglam zrozumiec jego powodow i nie rozumiem do teraz:

1. ciągle sie sprzeczaliśmy i godziliśmy, sprzeczalismy i godziliśmy i tak w kólko - mial tego dość. Przeciez w każdym zwiazku sa klotnie, lepsze i gorsze dni, czasem to jest nieuniknione. Ktoś mi pwoiedzial, ze ten powód byl 'beznadziejny, bo gdyby mu naprawde na tobie zalezalo to by z toba dlatego nie zerwal albo przynajmniej nie dopuścil do tych klotni. Ustapilby' Może... ;(

2. Powiedzial ,że nasza znajomosc zbyt szybko przerodzila sie w cos powaznego. W peirwszej klasie zaczeliśmy chodzić ze sobą po kilku dniach rozmowy. Po miesiacu zerwalam. W drugiej klasie w październiku znow byliśmy razem, w styczniu ja zerwalam, ale rpzez niego...dowiedzialam się o jego blogu i o tym co tam pisal, 14 lutego znow byliśmy razem az to 31 pazdziernika. Tym razem do on zerwal. Nasza znajomośc nie byla latwa, za szybka? Czekaliśmy na siebie dlugo... Ale czemu dopeiro po 8 meisiącach bycia razem uświadomil sobie to?

3. Zmienilam się po powrocie z Niemiec. Nie wiem..moze... ale czy to powod, aby zrywaz z kims? Ja po porstu wiecej czasu poswiecalam na nauke.

Podsumowujac - z jego strony to chyba nie bylo prawdziwe uczucie, bo zrobilby wszytsko, aby nie dopuscić do tego, że nie bedziemy razem. I decyzje podjąl w ciągu jendego, niecalego dnia... czy byla przemyslana? :( eh... moze tak... ;(((

Wiosek? Nie chcial ze mna być, to bylo widac już wczesniej a ja bylam tak oslepiona, ze tego nie widzialam. Dopiero teraz moge sobie wyjaśnić pewne jego zachowania, przyczyny sprawiania mi wielu przykrości... no cóż... Ale rpzeciez ja tez nie bylam święta. Oboje jesteśmy winni!

Teraz wiem, ze już nie ma zadnej nadziei na to, byśmy znów byli razem... zadnej... Musze sie z tym pogodzić. Wczoraj gdy tak odprowadzil mnie, w koncu przyjęlam z powrotem ta bransoletkę, weszlam do klatki ale ejszcze dlugo siedzialam tam na schodach i plakalam... Robilam już tak wczesniej, kiedy bylo mi przykro... on nawet o tym nie wiedzial...

A teraz, kiedy wszytsko jest już skończone zastanawiam sie czy nie pokazac mu przypadiem tego bloga, niech wie, iel dla mnei znaczyl... Może kiedy będzie z kimś innym ;(( popelni mniej bledow, albo czegos się nauczy o kobietach... Tylko czy powinnam... Mam dylemat... Podac mu ten adres czy nie?

sekrety_mojej_duszy : :
05 listopada 2004, 20:16
Ja też bym nie pokazała. Tym bardziej, że on kręci się koło kogoś innego. Zachowaj to dla siebie bo potem możesz żałować. A blog jest takim szczególnym \"czymś\" gdzie możesz pisać naprawdę szczerze. Jesli on będzie miał adres, nie będziesz tu chciała wylewać swoich uczuć, tak jak nie chciałaś tego robić w różnych opisanych sytuacjach, i wcale się nie dziwię. Tez nie potrafię się otwierać przed ludźmi z reala całkowiecie. Przemyśl to i trzymaj się. :*
05 listopada 2004, 19:51
Pokazujac mu swojego bloga pokazesz mu swoje wnetrze...odkryjesz sie cala (nie twierdze ze wczesniej tego nie zrobilas)Pozna on Twoje tajemnice, Twoje zachowanie, uczucia...Moze tio i lepiej bo nie bedziesz popelnial tego bledu z innymi dziewczynami...ale pamietaj ze jezeli ujrzy tego bloga dowie sie rowniez ze tesknisz... Wybor nalezy do ciebie...mam nadzieje ze podejmiesz sluszna decyzje:) 3maj sie i 3mam kciuki :*
05 listopada 2004, 14:37
Rób co chcesz...Twój blog...
05 listopada 2004, 14:18
ja bym nie pokazala mu bloga

Dodaj komentarz